Ostatnio coraz częściej pojawiają się wydarzenia przedstawiane jako „konferencje (naukowe)” dotyczące autyzmu lub neuroróżnorodności. Część z nich jednak nie spełnia podstawowych standardów działalności naukowej. Zjawisko to jest dobrze znane w świecie akademickim w kontekście tzw. predatory conferences, czyli wydarzeń, które wykorzystują autorytet nauki i tytułów akademickich przede wszystkim w celach komercyjnych.

Ten artykuł jest o tym, czym są te konferencje w kontekście autyzmu oraz dlaczego są niezwykle szkodliwe.

👩‍🏫Czym są konferencje pseudonaukowe?

Wielu z was może być bardziej zaznajomionych z problemem predatory journals, czyli pseudonaukowych czasopism akademickich.

Czasopisma drapieżne to publikacje, które podają się za godne zaufania, profesjonalne czasopisma naukowe (academic journals), ale nie przestrzegają podstawowych standardów publikacji akademickich, zwłaszcza tzw. peer review: rzetelnej recenzji eksperckiej i naukowego nadzoru redakcyjnego.

Wykorzystują model otwartego dostępu, w którym autor płaci, oraz presję wywieraną na naukowców, by publikowali (Grudniewicz et al., 2019; Elmore & Weston, 2020).

Czasopisma drapieżne istnieją wyłącznie w celach zarobkowych i często wprowadzają w błąd w kwestii swoich procesów redakcyjnych (Elmore & Weston, 2020). Bardzo niska cytowalność artykułów z tego typu pseudoczasopism pokazuje ich marną jakość naukową (Björk, 2019). Co ważne, istnienie i funkcjonowanie pseudojournali napędzane jest realnym toksycznym zjawiskiem w środowiskach akademickich polegającym na ogromnej presji na pracowników naukowych, by publikowali „cytowalne” artykuły — zjawisko znane jako publish or perish („publikuj albo giń”) (Moskovkin, 2024).

Konferencje pseudonaukowe opierają się na podobnym schemacie:

„Organizatorzy fałszywych konferencji wykorzystują naukowców z podobnych powodów, jak ma to miejsce w przypadku publikacji elektronicznych: chodzi o zysk dla organizacji organizującej konferencję oraz chęć zyskania uznania ze strony zaproszonych prelegentów.”

(Bowman, 2014)

Badania analizujące zaproszenia na tego typu wydarzenia pokazują, że często zawierają one mylące informacje o zakresie konferencji, organizatorach oraz procesie oceny zgłoszeń (Cobey et al., 2017).

W przeciwieństwie do czasopism konferencje te wykorzystują również publiczność takich wydarzeń. Czerpią zyski z opłat uczestników będących wyłącznie słuchaczami.

Ten proceder zwiększył się zwłaszcza od czasu rozwoju mediów społecznościowych oraz w postcovidowej rzeczywistości. To właśnie ten proces obserwuję z rosnącym niepokojem w Polsce w obszarze autyzmu: w mediach społecznościowych pojawiają się ogłoszenia o „konferencjach naukowych” na temat autyzmu lub neuroróżnorodności. Za opłatą kilkuset złotych można uczestniczyć w takiej konferencji i wysłuchać prelegentów.

Konferencje używają również innych sposobów na dodanie sobie prawowitości i naukowego uznania: często zapraszają prawdziwych naukowców jako prelegentów, wykorzystując ich stopnie naukowe do promocji i zarabiania.

W niektórych przypadkach organizatorzy takich konferencji działają w ramach większych sieci organizujących setki wydarzeń rocznie w wielu dziedzinach, których głównym celem jest generowanie opłat konferencyjnych, a nie rozwój wiedzy naukowej (Shamseer et al., 2017). Warto przy tym pamiętać, że naukowcy zatrudniani jako prelegenci na konferencjach pseudonaukowych nie zawsze działają w złej wierze. Podobnie jak w przypadku predatory journals, bywa, że motywują ich toksyczne realia pracy akademickiej, w tym niskie wynagrodzenia.

👩‍🏫Czy obecność profesora oznacza konferencję naukową?

Może pojawić się pytanie: skoro na konferencji występuje np. profesor lub doktor habilitowany, czy oznacza to, że konferencja jest naukowa?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba wyjaśnić, jak wygląda typowa konferencja naukowa.

Konferencja naukowa jest zazwyczaj organizowana przez znane organizacje lub stowarzyszenia naukowe skupiające badaczy danej dziedziny, nie fundacje, strony internetowe itd. Następnie ta organizacja ogłasza tzw. call for papers.

Badacze przesyłają abstrakty opisujące wyniki badań wraz z odniesieniami do literatury naukowej. Abstrakty są recenzowane i często odsyłane z prośbą o poprawki.

Proces ten stanowi filtr naukowy, który stosowany jest również w stosunku do VIPów. Podczas konferencji wśród uczestników znajdują się również inni badacze, którzy mogą krytycznie oceniać prezentacje.

W wielu przypadkach prezentacje konferencyjne są później publikowane przez wydawnictwa naukowe, najczęściej uniwersyteckie, i poddawane procesowi peer review.

Bez tych elementów trudno mówić o konferencji naukowej w sensie nauki jako „systematycznego badania mającego na celu rozwijanie lub przyczynianie się do uogólnionej wiedzy” (National Commission for the Protection of Human Subjects of Biomedical and Behavioral Research, 1979).

👩‍🏫Szkodliwość pseudokonferejncji w autyzmie

Manipulacje tego typu są szczególnie problematyczne w obszarze ASD z kilku powodów.

Po pierwsze, historia badań nad autyzmem zawiera wiele przykładów pseudonauki lub błędnych hipotez, których skutki kulturowe utrzymują się do dziś — np. teoria „zimnych matek” czy fałszywe powiązania ze szczepionkami.

Po drugie, część badań nad autyzmem ma poważne ograniczenia metodologiczne, np. próby modelowania autyzmu na gryzoniach.

Po trzecie, wiele luk w wiedzy sprawia, że osoby autystyczne i rodzice dzieci autystycznych często szukają odpowiedzi na własną rękę, co zwiększa ryzyko trafienia na wydarzenia pseudonaukowe.

👩‍🏫Konferencje pseudonaukowe a pseudoterapeuci

W polskim kontekście problem ten ma jeszcze jeden istotny wymiar. System regulacji pracy terapeutów i diagnostów w obszarze autyzmu wciąż pozostaje niejednolity i w wielu miejscach niewystarczający. W takiej sytuacji udział w komercyjnych „konferencjach” może stać się dla niektórych osób sposobem na budowanie pozornego prestiżu zawodowego. Pojawienie się w programie wydarzenia określanego jako „konferencja naukowa” pozwala następnie przedstawiać się jako ekspert lub specjalista, mimo że samo wydarzenie nie spełnia standardów naukowych. W efekcie konferencje tego typu nie tylko rozpowszechniają wątpliwe treści, ale mogą także wzmacniać fałszywy wizerunek kompetencji w środowisku terapeutycznym.

👩‍🏫Konferencje aktywistyczne

Chcę zaznaczyć, że post ten nie dotyczy konferencji w sensie spotkań w celu wymiany doświadczeń. Nasza wiedza na temat autyzmu została w ostatnich latach poszerzona w dużej mierze dzięki aktywistom i samorzecznikom. To oni przyczynili się między innymi do rozpowszechnienia pojęcia maskowania i rozpoczęcia badań nad tym zjawiskiem. Naturalne jest więc, że takie środowiska organizują spotkania czy konferencje. Są to wartościowe wydarzenia, które mogą mieć realny wpływ na rozwój wiedzy o autyzmie i na życie osób autystycznych. Nie są to jednak konferencje naukowe w sensie wyżej opisanym, co nie znaczy, że nie są wartościowe.

👩‍🏫Podsumowanie

Problemem są konferencje dotyczące autyzmu, które przedstawiają się jako naukowe, często dodając sobie wiarygodności poprzez zapraszanie naukowców.

Podobnie jak predatory journals, konferencje te nie spełniają standardów rygoru naukowego, nie podlegają rzeczywistej weryfikacji eksperckiej, a prezentowana na nich wiedza nie może być uznana za rzetelną.

Ich podstawowym celem jest generowanie zysków dla organizatorów.
________________________________________

Tutaj kilka jasnych sygnałów ostrzegawczych, które mogą pomóc rozpoznać wydarzenia przedstawiające się jako „konferencje naukowe”, mimo że nie spełniają podstawowych standardów nauki.

🚩 1. Organizator nie jest instytucją naukową

Konferencję organizuje fundacja, firma szkoleniowa lub prywatna inicjatywa, która nie prowadzi badań naukowych ani nie jest związana z uczelnią lub towarzystwem naukowym prowadzącym badania.

🚩 2. Konferencja jest głównym źródłem finansowania organizacji

Wydarzenie wygląda na element działalności edukacyjnej, ale w praktyce stanowi sposób pozyskania zarobku poprzez opłaty uczestników.

🚩 3. Brak rzeczywistego procesu naukowej selekcji

Nie ma informacji o call for papers, recenzji abstraktów ani komitecie naukowym, który ocenia prezentacje.

🚩 4. Obecność naukowców jako „gwarancja jakości”

Na konferencji występują osoby ze stopniami naukowymi, ale ich obecność służy głównie budowaniu wiarygodności wydarzenia, a nie jest elementem procesu naukowego. Co ważne, osoby te nie publikują potem swoich wystąpień z konferencji w formie artykułów w respektowanych czasopismach naukowych.

🚩 5. Prelegenci znani głównie z mediów społecznościowych lub popularyzacji

Wśród prelegentów pojawiają się osoby znane z mediów społecznościowych, blogów lub publikacji popularnonaukowych (np. psycholog znany z Instagrama), ale w ich przedstawieniu brak informacji o prowadzonych badaniach naukowych, projektach badawczych lub publikacjach w recenzowanych czasopismach naukowych.

🚩 6. Reklama głównie w mediach społecznościowych

Informacje o wydarzeniu pojawiają się głównie na Facebooku, Instagramie lub w grupach tematycznych, a nie w środowisku naukowym.

🚩 7. Duży nacisk na sprzedaż dostępu do wydarzenia

Głównym komunikatem jest cena udziału, dostęp do nagrań lub certyfikatu uczestnictwa.

🚩 8. Konferencja online jako model biznesowy

Wydarzenia odbywają się online, co pozwala sprzedawać dostęp dużej liczbie uczestników przy minimalnych kosztach organizacji. Jednocześnie nie ma informacji o liczbie uczestników w trakcie każdego wykładu, co wpływa np. na możliwość zadawania pytań i weryfikacji treści w czasie rzeczywistym.

🚩 9. Brak powiązania z publikacjami naukowymi

Po konferencji nie powstają publikacje naukowe ani materiały poddane recenzji.


_________________________________________

źródła:

Björk, B.C., Kanto-Karvonen, S. and Harviainen, J.T. (2019) How frequently are articles in predatory open access journals cited? Scientometrics. https://doi.org/10.1007/s11192-019-03228-6

Bowman, J.D. (2014) ‘Predatory publishing, questionable peer review, and fraudulent conferences’, American Journal of Pharmaceutical Education, 78(10). https://doi.org/10.5688/ajpe7810176

Cobey, K.D., Lalu, M.M., Skidmore, B., Ahmadzai, N., Grudniewicz, A. and Moher, D. (2017) ‘Illegitimate conferences and their invitations: a cross-sectional study’, BMJ Open, 7(3). https://doi.org/10.1136/bmjopen-2016-013707

Elmore, S.A. and Weston, E.H. (2020) ‘Predatory journals: What they are and how to avoid them’, Toxicologic Pathology, 48(4), pp. 607–610. https://doi.org/10.1177/0192623320920209

Grudniewicz, A. et al. (2019) ‘Predatory journals: no definition, no defence’, Nature, 576, pp. 210–212. https://doi.org/10.1038/d41586-019-03759-y

Moskovkin, V. (2024) Publish or perish phenomenon in modern academia.

National Commission for the Protection of Human Subjects of Biomedical and Behavioral Research (1979) The Belmont Report.

Shamseer, L. et al. (2017) ‘Potential predatory and legitimate biomedical journals: a cross-sectional comparison’, BMC Medicine, 15. https://doi.org/10.1186/s12916-017-0785-9

Czym są te metody?

Metoda Tomatisa została opracowana przez dr. Alfreda Tomatisa. Polega na słuchaniu elektronicznie zmodyfikowanego głosu ludzkiego i muzyki (szczególnie muzyki Mozarta i śpiewów gregoriańskich). Dźwięk jest filtrowany i modulowany w celu wzmocnienia wysokich częstotliwości i – według teorii Tomatisa – poprawy przetwarzania słuchowego. Terapia jest spersonalizowana dla każdego dziecka i odbywa się za pomocą bloków sesji (zwykle 2–3-tygodniowych). Celem terapii jest poprawa umiejętności słuchania, regulacji emocjonalnej, języka (w tym zaradzenie zaburzeniom rozwoju języka u dzieci autystycznych), koordynacji ruchowej i umiejętności społecznych.

Metoda Samonasa, zaprojektowana przez Ingo Steinbacha, jest podobna. Wykorzystuje wysokiej jakości nagrania muzyki, głosów ludzkich i dźwięków naturalnych. W metodzie Samonasa dźwięk jest wzmacniany widmowo (szczególnie w zakresie wysokich częstotliwości) i filtrowany, a efekt jest bardziej naturalny niż w metodzie Tomatisa. Cele są podobne w obu metodach. Należy jednak zaznaczyć, że skuteczność metody Samonasa nie została dotąd oceniona w randomizowanych badaniach kontrolowanych (RCT) na populacji osób z ASD.

Auditory Integration Training (AIT), opracowany przez Guya Berarda w latach 80., polega na słuchaniu przez uczestników filtrowanej i modulowanej muzyki, często popularnych piosenek, podczas dwóch półgodzinnych sesji dziennie przez 10 dni. Terapia osłabia nadwrażliwe częstotliwości i losowo moduluje dźwięk, mając na celu poprawę przetwarzania sensorycznego, zmniejszenie nadwrażliwości na dźwięk i pośrednio poprawę zachowania, uczenia się i komunikacji.

Co mówią dowody naukowe o skuteczności tych metod?

Wielu rodziców deklaruje pozytywne doświadczenia z metodą Tomatisa i jej pokrewnymi, twierdząc, że zauważyło poprawę u swoich dzieci. Niektóre badania potwierdzają te doświadczenia, jak np. niedawne badanie Yujia i in. z 2024 roku, które miało na celu zbadanie skuteczności treningu Tomatisa. W badaniu wykorzystano zarówno projekty przekrojowe (krótkoterminowe), jak i longitudinalne (ponad 7,5 miesiąca). Dzieci w wieku 3–8 lat z ASD podzielono na grupę eksperymentalną (muzyka wg treningu Tomatisa) i kontrolną (muzyka placebo). Skuteczność mierzono za pomocą ocen behawioralnych, które obejmowały Childhood Autism Rating Scale (CARS) i Autism Behavior Checklist (ABC). Mierzono również wskaźniki audiometryczne.

Wyniki pokazały, że dzieci, które poddane były metodzie Tomatisa, wykazały znaczną poprawę zachowania w porównaniu z grupą kontrolną. Poprawę zaobserwowano szczególnie w interakcjach społecznych, uwadze, umiejętnościach motorycznych i reakcjach emocjonalnych. Niestety, badanie to miało raczej niemiarodajną pulę uczestników (odpowiednio 58 dla badania przekrojowego i tylko 23 dla longitudinalnego). Miało również inne problemy metodologiczne, jak brak randomizacji, potencjalny subiektywizm w ocenach rodziców i terapeutów biorących udział w badaniu, a także zbyt szeroki rozrzut wiekowy dzieci (3–8 lat).

W przeciwieństwie do tego badania, inne, znacznie wyższej jakości badania pokazały, że dowody na skuteczność tych metod są niejednoznaczne, a niektóre wysokiej jakości badania nie wykazały żadnych efektów. W kontekście oceny metody Tomatisa w przypadku autyzmu (ASD), „wysoka jakość” zazwyczaj odnosi się do badań, które wykorzystują rygorystyczne metodologie, takie jak randomizowane badania kontrolowane (RCT), przeglądy systematyczne i metaanalizy. Badania te mają na celu zminimalizowanie stronniczości i dostarczenie bardziej wiarygodnych dowodów.

Co więc pokazują wysokiej jakości, godne zaufania badania na temat metod Tomatisa i podobnych?

Randomizowane badanie Corbett i in. (2007) z kontrolą placebo oceniło wpływ metody Tomatisa na umiejętności językowe u dzieci z autyzmem. Wyniki wskazały, że chociaż zauważono poprawę języka u dzieci w trakcie badania, zmiany te nie wydawały się być związane z wprowadzeniem terapii, co sugeruje brak lub śladowy wpływ metody Tomatisa na poprawę deficytów mowy u dzieci autystycznych. Wpływ na zmiany behawioralne nie był badany.

Podobnie, Sinha i in. (2011) przeprowadzili przegląd systematyczny oceniający skuteczność treningu integracji słuchowej (AIT) i innych terapii dźwiękiem, takich jak metoda Tomatisa i terapia dźwiękiem Samonasa, u osób z ASD. Przegląd obejmował siedem badań z randomizacją (RCT), z udziałem łącznie 182 uczestników w wieku od 3 do 39 lat. Badanie stwierdziło brak wystarczających dowodów potwierdzających skuteczność terapii AIT lub innych terapii dźwiękiem w ASD. Chociaż niektóre badania analizowane w tym przeglądzie wykazały poprawę, wyniki te były niespójne i nie miały znaczenia statystycznego. Autorzy doszli do wniosku, że AIT i inne terapie dźwiękowe należy traktować jako eksperymentalne i nie zaleca się ich jako skutecznych interwencji w autyzmie.

Co to oznacza dla rodziców?

Sinha i in. (2011) sugerują jasno, że rodzice i terapeuci powinni zachować ostrożność przy podejmowaniu tych terapii ze względu na brak udowodnionej skuteczności i potencjalne koszty finansowe. Co prawda, żadne badanie nie wykazało skutków negatywnych tych terapii, jednak należy się zastanowić, czy nawet biorąc to pod uwagę, metody typu Tomatis są najlepszą inwestycją czasu i pieniędzy. Ponieważ autyzm często wiąże się z wieloma sprzężeniami, a osoby autystyczne muszą często funkcjonować w strukturach wykluczających osoby neuroatypowe (np. system edukacji), rodzice dzieci autystycznych poświęcają duże zasoby czasowe i finansowe na pomoc swoim pociechom. W takim scenariuszu metody takie jak Tomatis, bez podstaw naukowych, nawet jeśli nie szkodzą, zabierają czas i pieniądze, które można by ulokować w sposób bardziej efektywnie pomagający dziecku autystycznemu.

Źródła:

Corbett et al. (2007):
Corbett, B.A., Shickman, K. and Ferrer, E., 2007. The effects of Tomatis sound therapy on language in children with autism. Journal of Autism and Developmental Disorders, 38(3), pp.562–566. doi:10.1007/s10803-007-0413-4.

Sinha et al. (2011):
Sinha, Y., Silove, N., Hayen, A. and Williams, K., 2011. Auditory integration training and other sound therapies for autism spectrum disorders (ASD). Cochrane Database of Systematic Reviews, 2011(12), CD003681. doi:10.1002/14651858.CD003681.pub3.

Yujia et al. (2024):
Yujia, L., Yiran, Z., Mengqi, L., Yuting, S., Shanshan, Z. and Zhaoyang, W., 2024. Improvement of symptoms in children with autism by TOMATIS training: a cross-sectional and longitudinal study. Frontiers in Psychiatry, 15, 1376116. doi:10.3389/fpsyt.2024.1376116.

Utrata osób bliskich i żałoba po nich są częścią życia i dotyczą praktycznie każdego. Mimo iż są indywidualnymi przeżyciami i potocznie mówi się, że każdy przeżywa je inaczej, to jednak jest wiele podobieństw, co przekłada się na przykład na religijne i kulturowe obrzędy towarzyszące śmierci, które mają na celu pomoc w tym trudnym czasie. Osoby autystyczne również doświadczają straty i żałoby.
Jednak jeśli chodzi o autyzm, rzadko jest omawiany poza wąskimi ramami deficytów. Duża część rozmów na temat autyzmu koncentruje się na tym, czego brakuje — umiejętnościach społecznych, ekspresji emocjonalnej lub typowych reakcjach — podczas gdy pełne spektrum ludzkich doświadczeń, w tym głębokie i złożone emocje, takie jak żal, czy po prostu ludzkie życiowe doświadczenia jak strata, są często pomijane. Ten redukcjonistyczny pogląd nie tylko wymazuje rzeczywistość tego, jak osoby autystyczne doświadczają straty, ale także przyczynia się do braku zrozumienia i wsparcia. Tymczasem autyzm może w sposób znaczący i nietypowy wpływać na odczuwanie i radzenie sobie ze stratą.

Jak autyzm wpływa na odczuwanie straty?

  1. Kwestie elastyczności poznawczej
    Autyzm wiąże się z dysfunkcjami funkcji wykonawczych i poznawczych mózgu. Jedną z nich jest umiejętność przystosowania się do zmian. Śmierć bliskiej osoby jest znaczącą zmianą w życiu, do której przywyknąć ciężko jest również osobom neurotypowym. Autyzm może utrudniać to jeszcze bardziej.
  2. Aleksytymia
    Aleksytymia to zjawisko neurologiczne polegające na zaburzeniu umiejętności odczuwania, identyfikowania, nazywania i wyrażania emocji, które dotyka nawet 49% autystów. Aleksytymia znacząco wpływa na radzenie sobie ze stratą i przeżywanie żałoby. Może sprawiać, że jest ono niepełne, opóźnione, lub towarzyszy mu niekontrolowany gniew. Autystyczne osoby z aleksytymią mogą również mieć trudności, by płakać i dać upust emocjom.
  3. Trudności społeczne
    Autyzmowi towarzyszy inny sposób komunikacji i potrzeb społecznych. To sprawia, że autystyczne osoby w żałobie mogą mieć trudności z odnalezieniem się w towarzyszących stracie wydarzeniach, takich jak pogrzeb czy stypa. Powoduje to również zwiększony stres, gdy na dokładkę do trudnych emocji towarzyszących śmierci dochodzi presja zachowywania się „po neurotypowemu” w czasie tych uroczystości. Jednocześnie niepowodzenie w wypełnieniu oczekiwań społecznych powoduje większe odtrącenie osoby autystycznej i potęgowanie stereotypu, że jest „nieczuła” i „nie ma emocji”, co pogłębia trudności i samotność w przeżywaniu tych emocji. Dokładać się do tego może inna mimika.
  4. Obawa o przetrwanie
    Wśród autystów jest dużo większy procent osób niezatrudnionych. To oznacza, że wiele osób autystycznych polega na bliskich, by przetrwać. Śmierć takiego bliskiego, np. rodzica, stawia więc autystę przed groźbą utraty zapewnienia podstawowych potrzeb życiowych, co w oczywisty sposób dokłada się do stresu i innych negatywnych emocji w czasie żałoby.
  5. Samotność
    Osoby autystyczne częściej deklarują poczucie samotności, co oznacza, że w czasie żałoby po stracie mogą być pozbawione emocjonalnego wsparcia przyjaciół lub znajomych. Brak kręgu bliskich osób i samotność oznaczają również brak odskoczni od żałoby, możliwości zajęcia się czymś innym itd.

Doświadczenie straty i żałoby jest uniwersalne — każdy człowiek na pewnym etapie życia musi zmierzyć się z utratą kogoś bliskiego. Jednak choć ból i smutek są wspólne, autyzm ma znaczący wpływ na przeżywanie tych emocji. 

Dlatego mówienie „każdy tak trochę ma” w tym przypadku, jak zawsze w autyzmie, nie tylko nie pomaga, ale może wręcz umniejszać realne trudności, jakie wynikają z neuroatypowości — takich jak aleksytymia, trudności społeczne czy brak wsparcia. Zamiast porównań i bagatelizowania, potrzebne są empatia, zrozumienie i otwartość na różne sposoby przeżywania żałoby. Potrzebne są również badania w tym kierunku – na razie badania nad żałobą w autyzmie skupiają się nad tym, jak ‘żałobę’ przechodzą rodzice po dowiedzeniu się o autyzmie dzieci. Tymczasem, zwłaszcza dla większego zrozumienia autystycznych dzieci lub autystów mających problemy z komunikacją (np. niewerbalnych), lepsze zrozumienie kompleksowych mechanizmów żałoby w autyzmie jest bardzo potrzebne.

Źródła:

Ee, D., Hwang, Y. I. J., Reppermund, S., Srasuebkul, P., Trollor, J. N., Foley, K. R., & Arnold, S. R. C. (2019). Loneliness in Adults on the Autism Spectrum. Autism in adulthood : challenges and management1(3), 182–193. https://doi.org/10.1089/aut.2018.0038

Bonin M, Augustine L, Meng Q. Beyond Silence: A Scoping Review of Provided Support for Grieving Children With Intellectual Disabilities or Autism Spectrum Disorder. Omega (Westport). 2024 Jan 4:302228231226343. doi: 10.1177/00302228231226343. Epub ahead of print. PMID: 38176635..

Braden, B.B. & Frame, M.E., 2022. Autism spectrum disorder and complicated grief. Frontiers in Psychiatry, [online] 13, p.9597154. Available at: https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC9597154/ [Accessed 18 Apr. 2025].

Grace K, Remington A, Lloyd-Evans B, Davies J, Crane L. Loneliness in autistic adults: A systematic review. Autism. 2022 Nov;26(8):2117-2135. doi: 10.1177/13623613221077721. Epub 2022 Mar 8. PMID: 35257592; PMCID: PMC9597154.

Kinnaird, E., Stewart, C., & Tchanturia, K. (2019). Investigating alexithymia in autism: A systematic review and meta-analysis. European psychiatry : the journal of the Association of European Psychiatrists55, 80–89. https://doi.org/10.1016/j.eurpsy.2018.09.004

Mair, A.P.A., Nimbley, E., McConachie, D. et al. Understanding the Neurodiversity of Grief: A Systematic Literature Review of Experiences of Grief and Loss in the Context of Neurodevelopmental Disorders. Rev J Autism Dev Disord (2024). https://doi.org/10.1007/s40489-024-00447-0

Srinivasan, H., 2024. The spectrum of loss: grief through the autistic lens. Psychology Today, [online] 12 Feb. Available at: https://www.psychologytoday.com/us/blog/giving-voice/202402/the-spectrum-of-loss-grief-through-the-autistic-lens 

Harvard Health Publishing, n.d. Autism and grief. [online] Harvard Medical School. Available at: https://adult-autism.health.harvard.edu/resources/autism-and-grief/ [Accessed 18 Apr. 2025].

Magda (Autystowo): Witam i dziękuje za to, ze zgodziłaś się z nami porozmawiać o Twojej neuroróżnorodności, diagnozie i zainteresowaniu. Jako że będziemy rozmawiać o ADHD; ASD i aksolotlach to może od tego zacznę tym. Jak to się stało na przykład, że się zainteresowałam tym tematem.

Emilia ‘Smocza Mama’: Zawsze bardzo interesowałam się naturą i przyrodą, od dziecka miałam hiperfocusy na różne zwierzęta i zawsze musiałam wszystko wiedzieć o danym gatunku który mnie interesował. Zaczęło się od ptaków, marzyłam wtedy, żeby zostać ornitologiem. Później były gryzonie, koty, aż w końcu akwarystyka i wtedy dostałam pierwszą pracę w zoologicznym, gdzie zobaczyłam na żywo aksolotle. Wcześniej usłyszałam o nich na studiach, ale wydawało mi się, że bardzo trudno jest je gdziekolwiek zdobyć. W sklepie zoologicznym przyglądałam im się jak Cortazar w swojej powieści, i w końcu zdecydowałam, że zabiorę je do domu. Gdy skompletowałam już całe akwarium i pojechałam do sklepu, w którym pracowałam żeby je odebrać, okazało się że oba nie przeżyły, bo w sklepie miały dość słabe warunki, szczególnie temperaturę. Wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam. Moja chęć posiadania aksolotla była tak silna, że objechałam pół miasta, żeby jeszcze tego samego dnia przywieźć do domu aksolotla. Inaczej bym nie usnęła. I tak przywiozłam Darwina, od niego się wszystko zaczęło.

M: Nawiąże do tego, że napisałaś, ze to była pasja od dzieciństwa. Pomagała Ci w szkole? Ma na myśli na przykład oceny z biologii.

SM: W szkole podstawowej byłam bardzo dobra z przyrody, pani nauczycielka mnie bardzo lubiła i do dzisiaj pamiętam jej nazwisko, mimo że innych nauczycieli już praktycznie nie. Co roku był w szkole konkurs na tytuł super ekologa i co roku go zdobywałam. Problemy zaczęły się od gimnazjum, kiedy objawy moich AUDHD zaczęły się nasilać, a rówieśnicy zaczęli mi dokuczać i mnie odrzucać. Generalnie uważana byłam za dziwaka. I wtedy też zaczęły się pierwsze stany depresyjne, a co za tym idzie, mimo że nadal ciekawiła mnie biologia, moje oceny zaczęły spadać w zasadzie ze wszystkich przedmiotów i straciłam chęci do nauki. Dodatkowo problemy z koncentracją, odkładanie nauki do sprawdzianów na później, przebodźcowanie byciem w szkole i długą drogą z przesiadkami do i z powrotem, oraz moje ogromne problemy z matematyką, które potęgowana nie stwierdzona jeszcze wtedy dyskalkulia – to wszystko sprawiło, że nienawidziłam szkoły.

M: Niestety to typowe doświadczenie 🙁 Co Ci pomogło jakoś przebrnąć do końca? Pisałaś o studiach.

SM: Niestety w liceum z matematyki szło mi jeszcze gorzej i oblałam klasę, a to wywołało u mnie jakiś rodzaj traumy. Czułam się strasznie a moje poczucie wartości spadło do zera. Zmieniłam szkołę, z ledwością zdałam maturę. Oczywiście w ostatniej klasie też nie szło mi dobrze, wtedy już zaczęłam przyjmować leki antydepresyjne. Pamiętam, jak brakowało mi poprawić jeden sprawdzian z matematyki żeby nie musieć pisać egzaminu komisyjnego, więc poszłam do nauczyciela i powiedziałam mu że przechodzę ciężki czas w życiu, leczę się na depresję i staram się jak mogę choć nie do końca mi wychodzi. I czy pozwoli mi jeszcze raz napisać ten sprawdzian. Powiedział tylko krótko – nie. Jak odchodziłam od jego biurka to usłyszałam za placami “tylko się nie powieś”. Nie mogłam uwierzyć. Oczywiście nie zostawiłam tak tego i sprawa skończyła się u dyrektora, aczkolwiek nauczyciel nie wyniósł z tego żadnych konsekwencji. 

W końcu udało mi się dobrnąć do końca i poszłam na studia. Niestety, ponowne problemy z wejściem w grupę w nowym środowisku znowu mnie zniechęcały, oraz okazało się, że mój brak skupienia i rozumienia rzeczy powiązanych z liczbami, szczególnie na takich przedmiotach jak biofizyka, chemia czy biochemia, mimo że teoretycznie były dla mnie interesujące, poległam kolejny raz i zrezygnowałam ze studiów. Tym bardziej, że sytuacja w życiu obligowała mnie raczej do podjęcia pracy na pełen etat, żeby się utrzymać, aniżeli studiować. Myślę, że pomogło przebrnąć mi samozaparcie, rodzina, oraz świadomość że bez matury zamyka mi się wiele drzwi do dobrej pracy.

M: Bardzo smutne, przykro mi ze Cię to spotkało. Ja zajmuję się autyzmem w edukacji więc wiem, że to są częste problemy. Pisze do nas wielu rodziców dzieci, które coś takiego przechodzą. Z perspektywy czasu co byś chciała, żeby było inaczej? Co by ci wtedy pomogło? Poza innym podejściem tego nauczyciela.

SM: Chciałabym, żeby nauczyciele mieli chociaż podstawową wiedzę na temat uczniów z autyzmem i ADHD i potrafili zauważać pierwsze objawy i sygnalizować rodzicom, że powinni zwrócić na to uwagę. Jedna tylko korepetytorka z matematyki podsunęła mi myśl, że mogę mieć dyskalkulię, ale niestety zostało to pominięte dalej. A szkoda, bo wiele by mi to ułatwiło, chociażby dodatkowy czas na maturze z matematyki którego mi zabrakło na ostatnie zadanie, które zaważyło na zdaniu tego egzaminu, do którego musiałam podchodzić jeszcze raz. Zawsze tylko słyszałam, że jestem zdolna, ale leniwa…

M: Wiele osób z ASD/ ADHD to słyszy. Jak to się stało, że w końcu dostałaś diagnozę?

SM: Kiedy kolejny raz nie radziłam sobie ze stanami depresyjnymi po rzuceniu studiów, znowu poszłam do psychiatry i znowu dostałam antydepresanty, po których wcale nie czułam się lepiej. Lekarz podejrzewał zaburzenia dwubiegunowe, ale skończyło się tylko na notatce z wizyty. Zaczęłam dociekać, dlaczego zawsze czułam się inna. Pewnego dnia przeglądając w księgarni dział o psychologii natknęłam się na książkę o ludziach wysoko wrażliwych, pamiętam, że stałam na środku tej księgarni, czytałam ją i płakałam, bo tak bardzo było w niej o mnie. Zaczęłam więcej szperać na ten temat i napotkałam informację, że dużo osób oceniających się jako wysoko wrażliwe jest diagnozowanych ze spektrum autyzmu. Gdy zaczęłam czytać o spektrum, byłam w szoku, bo zgadzało się jeszcze więcej, ale nie chciałam tego do siebie przyjąć, bo dla mnie autyzm był stereotypowym chłopcem, który kiwa się w kącie, lubi pociągi i nie mówi. Wtedy odkryłam, że jest to spektrum i każdy ma inny zakres i natężenie objawów. Ponieważ z czasem czułam się coraz gorzej, poszłam do psychologa, który jest w temacie, który potwierdził moją auto diagnozę i skierował do psychiatry specjalizującego się w diagnozowaniu zaburzeń rozwojowych. I tak, w wieku 30 lat nareszcie zostałam odpowiednio zdiagnozowana, dodatkowo jeszcze z zaburzeniami hiperaktywnymi (ADHD) oraz dostałam leki, które pierwszy raz w życiu mogę powiedzieć, że działają.

M: Masz żal, że nie dostałaś diagnozy dużo wcześniej?

SM: Z jednej strony tak, ponieważ myślę, że cały okres nauki przeżyłabym o wiele inaczej. Dostałabym dobrze dobrane leki i odpowiedni tor na terapii. Ponieważ cały czas byłam kierowana na grupowe, a lekarz przy diagnozie powiedział mi, że ja najlepiej pracuję 1:1 i w grupie się nie odnajdę. Może skończyłabym studia, chociaż i tak jestem dumna, że nie poddałam się i mimo zrezygnowania z nich udało mi się skończyć szkołę policealną na kierunku technik weterynarii. 

Z drugiej strony, widziałam wiele osób dorosłych w spektrum, które od dziecka miały diagnozę i niestety, nie wiem, czy to wpływ rodziców, którzy zakładali im niewidzialną “ochronkę”, czy ich świadomość bycia innym, ale zauważyłam, że w dorosłości zupełnie sobie nie radzą, nawet nie pracują. Obawiałabym się takiego scenariusza. 

I w zasadzie dzięki braku świadomości moich zaburzeń wyuczyłam się wielu zachowań, które dzisiaj pomagają mi funkcjonować w społeczeństwie. Oczywiście minusem było ciągłe zakładanie masek, które doprowadzały do ciężkich meltdownów i cały czas pracuję nad pozbyciem się ich i bycie sobą, np. pozwalanie sobie na swobodne stimowanie, czy komunikowanie, że coś mi nie odpowiada i muszę np. wyjść.

M: Co byś poradziła osobom, które dopiero dostały diagnozę i maja jeszcze to wszystko do przepracowania? Dla wielu osób to szok i dużo sprzecznych emocji.

SM: Polecam, żeby pozwoliły sobie najpierw na odczucie emocji. Na płacz, złość, rozgoryczenie, strach. Bo to jest trochę jak żałoba, pożegnanie z wcześniejszym, niezrozumiałym życiem i przygotowanie się na nowe. A nowe to przecież szok dla osoby autystycznej, która kocha rutynę. Następnie dużo czytać, słuchać podcastów, szczególnie samorzeczników. Są to bardzo interesujące osoby, które dają wiele wskazówek i pomagają nam zrozumieć, że nie jesteśmy sami. No i oczywiście znaleźć dobrego terapeutę, który pomoże nam odkryć się na nowo i pokochać swojego wewnętrznego aksolotla. Mówię tak, bo według mnie one są świetnym odzwierciedleniem autyzmu. Wiecznie młode, nie lubią zmian, mają swoje rutyny w życiu, dobrze się czują w znanym środowisku, są wrażliwe na światło, choć nie słyszą to drażnią je drgania pochodzące z głośnej muzyki, mają swoje ulubione miejsca, są baardzo wybiórcze pokarmowo, czują się dobrze w swoim towarzystwie, muszą mieć odpowiednią temperaturę, żeby dobrze się czuć i nie lubią dotyku 😉.

M: Ha ha ! interesujące porównanie. Właśnie chciałam chwile jeszcze porozmawiać o Twoim zainteresowaniu nimi. Neurotypowi nie rozumieją autystycznych zainteresowań. Jak byś opisała dla normikow, jak to jest mieć autystyczny special interest?

SM: To jest coś więcej niż zwykłe hobby. Na hobby zwykle poświęca się czas wolny, jest to coś co ludzie neurotypowi robią po pracy i w weekendy. 

Special interest jest trochę jak obsesja. Gdy nurtuje cię jakieś pytanie z nim związane, siedzisz tak długo, aż je znajdziesz, nie ważne, że jest to 5 godzin, w między czasie zapominasz o piciu i jedzeniu, a potrzeba pójścia do toalety wręcz wywołuje wściekłość. A kiedy już skończysz zadowolona, to okazuje się, że jest 2 w nocy, trzeba jeszcze ogarnąć dom i wstać rano do pracy. Trzeba wiedzieć wszystko i natychmiast. Nie ma wystarczająco informacji w internecie? Bierzesz kredyt, kupujesz z dnia na dzień bilet do Meksyku i lecisz na uniwersytet żeby się dowiedzieć 😉

Otaczasz się rzeczami ściśle nawiązującymi do tematu. Ubierasz się w ciuchy które mają głównie motyw rzeczy, która cię interesuje. Gdy ktoś zapyta cię o ten temat, to nie masz umiaru. Mówisz tak długo i szczegółowo, że albo patrzą jak na dziwaka, albo pobłażliwie się uśmiechają.

Special interest to jest coś więcej niż hobby. Kiedy jesteś osobą w spektrum i masz special interest, to cała jesteś tym special interest.

M: Zgodzisz się ze to ma i plusy, i minusy? Np. jest przyjemne, ale z drugiej strony wprowadza jakiś brak równowagi, jak piszesz, człowiek zapomina jeść.


SM: Tak, zdecydowanie. Z jednej strony dostarcza dopaminy (wtedy nasze ADHD się cieszy) i poczucie spełnienia, a z drugiej strony będąc niby “dorosłym i odpowiedzialnym człowiekiem” zawala się totalnie podstawowe obowiązki

M: Wracając do szkoły i problemów w niej, te specjalne zainteresowania są często głównym sposobem na radzenie sobie. Radzi się też rodzicom, żeby np. zainteresowali dzieci nauka poprzez ich special interest. Jak pogodzić ta potrzebę i te pozytywy z tym brakiem równowagi, negatywami?

SM: Trudne pytanie. Najczęściej dzieci mają tyle nauki po szkole, że nie mają już nawet czasu na special interest. Szczerze mówiąc, to zależy też od rodzaju tego zainteresowania, bo niektóre rzeczy trudno jest połączyć z nauką. Może jakiś system nagradzania? Wiem, że dla mnie w szkole podstawowej na wagę złota były książki o ptakach. Obietnica kolejnej wymarzonej książki, albo odwiedzenie w weekend miejsca związanego z zainteresowaniem, za dobre wyniki w nauce myślę, że byłoby to motywujące. Aczkolwiek to tylko zachęty, a dochodzi jeszcze problem ze skupieniem i dostosowaniem do społeczeństwa. Myślę, że najpierw trzeba zadbać o te aspekty podejmując terapię i odpowiednie leczenie. A wtedy reszta się ułoży.

M: Jasne i diagnozę.  Ostatnie pytanie, bo wiem ze u Was już późno. Znalazłam Cię przez koleżankę, która tez ma bzika na punkcie axolotów. Robisz super robotę w tym zakresie, nie tylko opiekując się nie, ale i szerząc wiedzę. Myślisz, że praca w special interest to dobry pomysł, czy lepiej zostawić to w sferze prywatnej / poza zawodowej?

SM: Myślę, że praca w special interest to bardzo dobry pomysł. Zupełnie inaczej się do niej podchodzi i jest po prostu łatwiej w życiu. Generalnie zwierzęta i języki to mój special interest, choć z ukierunkowaniem na aksolotle i język hiszpański. Pracuję teraz jako specjalista e-commerce w hurtowni zoologicznej i szeroka wiedza o zwierzętach, szczególnie o psach i kotach bardzo mi się przydaje. Dodatkowo jest to zakład pracy chronionej w którym pracuje dużo osób z orzeczeniem o niepełnosprawności, tak jak ja. Atmosfera jest świetna, w biurze kręcą się psy i koty, a ja mogłam otwarcie powiedzieć o diagnozie i zostałam w pełni zaakceptowana.  Dodatkowo po pracy uczę hiszpańskiego w szkole językowej co też przynosi mi dużo radości, szczególnie widząc postępy moich kursantów.  Dzięki temu połączeniu praca nie jest dla mnie przykrym obowiązkiem i szczerze moje powiedzieć, że ją lubię.

M: Miło się to czyta, oby więcej takich historii 🙂 . Dziękuję Ci bardzo za poświęcony nam czas.

SM: Dzięki, mi również było miło i dziękuję za zaproszenie.

WItamy w naszej nowej serii wywiadów z osobami neuroróżnorodnymi. TYm razem miałam przyjemność rozmawiać z Patrycją, która jest psychologiem, prowadzi profil Pracownia Psychoedukacji w Neuroróżnorodności. Dziękujemy Patrycji za użyczony nam czas 🙂

MAGDA AUTYSTOWO: To zaczniemy od kilku słów o Tobie, powiedz coś o sobie i swojej pracy, ile czujesz się komfortowo. 

Patrycja: Okej, a ja właśnie widzę jaki mam dziś stan, że przedstawienie się jest wyzwaniem. Więc mam na imię Patrycja, pracuję jako psycholog i psychoterapeuta (raczej w stylu indywidualnym), mieszkam z córką, mężem, przygarniętą psicą ze schroniska i kotką z ulicy, a także opiekuję się rybkami i ślimakami akwariowymi. Psychika człowieka jest czymś, co mnie niesamowicie fascynuje. Poza tym zajmuję się prozą codzienności.

Magda: Czy zawsze miałaś takie zainteresowania – w kierunku ludzkiej psychiki? Co skłoniło Cię do skierowania nauki i pracy na te ścieżkę?

Patrycja: Parałam się zastanawianiem nad powodami zachowania ludzi, których obserwowałam w nastoletniości. Niemal do końca liceum nie myślałam, żeby studiować psychologię, robiłam swoje ucząc się jak czeladnik każdego przedmiotu szkolnego i pogrążając w swoich sprawach. Znajoma, będąca w Anglii, szła na psychologię tamże i poszłam razem z nią. Zdałam maturę na minimum (w Anglii nie wiedzieli o naszych podstawach i rozszerzeniach) i wyjechałam do Bristolu, gdzie studiowałam semestr i musiałam wrócić, bo miałam sytuację konfliktową z tą znajoma, z którą mieszkałam. Przeczekałam semestr i zaczęłam studiować w Polsce.

Magda: To bardzo ciekawe, odważnie wyjechać za granice na studia! Zatrzymam się na tej zagranicy – jak się odnalazłaś na emigracji? 

Patrycja: Kiedyś nie widziałam za bardzo zagrożeń i ryzyka, co się zmieniło później. Wiedziałam, że ludzie w moim wieku wyjeżdżają, więc co mnie mogło powstrzymać? Nic. Anglią byłam zachwycona, bo mogłam sobie mówić po angielsku, trochę mieszkałam z ciocią i jej rodziną. Studiowanie i praca w nowootwartej kawiarni, po prostu się działo a ja w tym byłam. Obecnie pamiętam to jak sen i trudno mi w to uwierzyć z mojej obecnej perspektywy. Jako że najwyraźniej potrzebuję mieć zwierzęta wokół siebie nabyłam królika, który mi towarzyszył. Mieszkałam i opłacałam mieszkanie w trójkę ze znajomą i jej chłopakiem. Cieszyłam się samostanowieniem.

Magda: Porozmawiajmy teraz trochę o Twojej diagnozie, myślę, że wiele z tych aspektów będzie ciekawa w tym świetle. Pisałaś na swoim profilu, że niedawno otrzymałaś diagnozę spektrum. Jak to się stało, że trafiłaś w końcu, jako dorosła, do diagnosty?

Patrycja: Tak, diagnozę otrzymałam na skutek procesu, który ruszył, kiedy psycholog z przedszkola wyłowiła moją córkę i poleciła nam proces diagnostyczny, który postawił mnie przed tym tematem. Jednocześnie jedna z osób, z którymi współpracowałam spytała mnie czy może być w spektrum na co nie umiałam odpowiedzieć, bo znałam tylko dwie takie osoby – dwoje (5cio i 12letniego) chłopców, u których bywałam w ramach pracy dla MOPSu. Były to osoby, z którymi miałam dobry kontakt zwłaszcza z tym starszym, bo młodszy był dużo mniej kontaktowy w moim odczuciu. Poszłam wtedy, rzutem na taśmę, na konferencję online Spektakularne dziewczyny (z powodu chęci zapoznania się z czym mogę mieć do czynienia) i doznałam przytłaczającego uczucia, które niemal mnie wyoutowało z pracy na 2 tygodnie. Coś we mnie drgnęło. Od tamtej pory, ponad 2 lata temu, pochłaniam książki, artykuły, poznaje wiele osób w spektrum, ruszyły diagnozy w mojej rodzinie i męża. No i chciałam wiedzieć: co ze mną? Bo to przecież niemożliwe.

Magda: Zapytam najpierw pod kątem Twojej pracy: spektrum co prawda podpada pod psychiatrię, ale psychologowie też się nim zajmują. Jak to się stało, że nie przekazano Ci wiedzy o spektrum na studiach, na przykład? To chyba dość typowe wśród psychologów – wiele osób w spektrum latami chodzi na terapie i ich terapeuci nie zauważają ich spektrum

Patrycja: Mój terapeuta dał mi testy na dysocjację, które nie potwierdziły tej hipotezy. Myślę, że mógł nie mieć na mnie pomysłu. Na studiach trzymałam się z dala od tematu dzieci, bo nigdy o dzieciach nie myślałam i nie interesowały mnie. Wybrałam specjalizacje związane z dorosłymi. Możliwe, że coś wspomniano o spektrum autyzmu, ale na zasadzie, że to u chłopców i wygląda tak i tak – dla mnie to komunikat, że taką osobę raczej łatwo rozpoznać. Na studiach z psychoterapii nie było nawet słowa, bo po co? Psychoterapia psychodynamiczna nie jest dla ludzi autystycznych, tylko dla innych (tak to rozumiem). Autyzm to był historyczny objaw osiowy schizofrenii lub termin potoczny na bycie obojętnym na innych. Wiem, że obecnie się to zmienia.

Magda: Jako osoba autystyczna – wiedząc teraz ze jesteś autystyczna – masz o to żal, że ta wiedza nie była aktualizowana? Nie wiem, ile masz lat, ale domyślam się ze studiowałam już w czasie, gdzie była lepsza wiedza jednak.

Patrycja: Studiowałam psychologię w latach 2009-2014. Nie mam żalu, nikt nie może mnie nauczyć czegoś czego sam nie wie. Tak musiało być. Włącznie z tym, że jeśli faktycznie mogę nazywać się osobą autystyczną, to całe dzieciństwo o tym nie wiedziałam, w okresie dorastania. Może też tak miało być, wtedy rodzice mogliby się dowiedzieć o zaleceniach, które nie sądzę by były dla mnie dobre. Może zostałabym skierowana na jakiś trening społeczny albo ABA 😔. Mogłoby mnie to skrzywdzić.

Magda: Rozumiem, mam podobne myśli o potencjalnych skutkach mojej wczesnej diagnozy. Wróćmy teraz do otrzymania diagnozy w dorosłości – jakie towarzyszyły Ci uczucia, gdy wreszcie zdałaś sobie sprawę, ze jesteś autystyczna? Przeszłaś proces akceptacji tego faktu?

Patrycja: Nie przeszłam, bo dalej nie chce mi się wierzyć, że to jaka jestem tak się nazywa. Jakbym miała jakąś blokadę. Obecnie ktoś pomoże mi stwierdzić czy nie jest to mylone np. z ADD/ADHD. Różnica jest dla mnie taka, że na problemy w życiu autysty nie ma pomocy leków, a w ADHD tak. To chyba jest związane z całą masą pomysłów jakie mam, a do których czuję się niezdolna – boję się, że się przecenię.   Mówiąc w dużym skrócie. Pamiętam, że kiedy diagnostka mnie poinformowała o diagnozie to zamarłam wewnątrz i chyba dalej mnie to trzyma. Dysonans poznawczy. Chcę dojaśnić, że kiedy czytam świadectwa życia osób w spektrum głęboko we mnie coś się cieszy, że zostało dostrzeżone i znalazły się słowa wyrazu. Tylko czym to jest? Trawią mnie wątpliwości i jest to paliwem do dalszego drążenia. Jestem ciekawa czy i w jakich okolicznościach się to zmieni i uznam, że już znam prawdę.

Magda: Rozumiem. Ja już jestem lata po nieoficjalnej i lata po oficjalnej i dalej ta prawda jest dla mnie kwestia dynamiczna. Ostatnio osiągnęłam chyba jakiś etap akceptacji tej subiektywności prawdy 🙂 Trochę pomaga mi pewnie, że mam przygotowanie filozoficzne.

Czy z perspektywy czasu teraz analizujesz np. wcześniejsze zachowania, cechy charakteru i tendencje w kontekście autyzmu? Np. zainteresowanie psychologią jest dość częste wśród autystycznych kobiet.

Patrycja: Tak, myślę o przeszłości i szukam perspektyw, które mogą opisać mój “styl życia”, doświadczenia, wpadki społeczne, które w szkole średniej i na studiach zapisywałam w telefonie, którego już nie mam 😔. Zawsze się śmiałam z tego, choć nie wtedy, kiedy się to działo. Najczęściej inni mnie informowali co odwaliłam i śmiali się, ja też się śmiałam. W zasadzie okazało się, że trudno mnie obrazić, bo nie traktuję osobiście przytyków i także się z nich śmiałam, ludzi to dziwiło, ale mnie lubili. Tak sądzę, gdyż cieszyli się na mój widok z jakiegoś powodu, podwozili i robili różne rzeczy, które nie wiążą się z antypatią lub obojętnością.

Magda: Co do znajomych – otaczasz się głównie osobami neuroróżnorodnymi? Badania pokazują, że się lepiej dogadujemy między sobą niż z neurotypowymi.

Patrycja: Ja nie wiem, gdzie są neurotypowi, dla mnie to legenda o Wielkiej Stopie. Zakładam ich istnienie, ale w moim otoczeniu ich nie ma, a resztę ludzi mało znam by to stwierdzić.

Magda: ha ha ha! To troche, jak ja. Zaczęliśmy żartować, że dogadywanie się ze mną jest najlepszym testem psychologicznym 😃. Czy diagnoza sprawiła, że zmieniłaś / rozszerzyłaś profesjonalna specjalizację, czy oddzielasz tematy autyzmu od swojej praktyki w pracy?

Patrycja: Nie oddzielam, bo okazało się, że zostały ze mną osoby pewne nie bez przyczyny. Otrzymali diagnozy poza naszym kontaktem, co dla mnie było cenne, bo zaczynałam kwestionować swoją poczytalność. Poinformowałam też moją superwizor o wszystkim.

Magda: Jakie pozycje do przeczytania poleciłabyś kolegom po fachu, którzy chcą rozszerzyć wiedzę na temat spektrum?

Patrycja: ‘Dziewczyny i kobiety ze spektrum autyzmu’ Sarah Hendrickx, ‘Aspergirls’ Rudy Simone, ‘Atypowy’ Pete’a Wharmby też (czytam obecnie), poza tym ‘Nieśmiali, skryci i społecznie niedopasowani’ Cynthii Kim.

Magda: Super. Dobra, to korzystając z tego, że też jesteś matką, zadam ostatnie pytanie, trochę inne. Autyzm na internecie zwłaszcza, często jest pokazywany przez paradygmat neuroróżnorodności – korzystają z niego też aktywiści. Czyli podejście, że autyzm jest inną budową mózgu, że może wiązać się z talentami, mocnymi stronami. Zauważam, że często powstaje dysonans między tym podejściem, a rodzicami autystycznych dzieci, które wymagają – i zapewne będą wymagały – opieki przez całe życie. Autyzm jak wiadomo, ma wiele form. Jako matka rozumiem tych rodziców, a jako autystka żyjąca i funkcjonująca w społeczeństwie rozumiem pierwszą grupę. Jak Ty się zapatrujesz na tę różnicę? Jak można pogodzić te podejścia?

Patrycja: Myślę, że tylko w naszym ludzkim świecie są nie pogodzone. W świecie natury to wszystko jest czym jest. W świecie zwierząt jest brutalnie, osobniki niestworzone do przetrwania umierają. W świecie ludzi wszystko zależy od tego, co uznają Ci, którzy decydują, poza oczywistymi czynnikami zewnętrznymi, które wpływają na śmiertelność. Odbiegając od tej brutalnej metafory myślę / wierzę, że “każdy” człowiek chce być kochany, czuć się potrzebny i akceptowany, spełniać się i wiedzieć o swoich mocnych stronach i ograniczeniach. Jednak w naszym świecie jest to prawdopodobnie domena idealizmu. Czy możemy dążyć w stronę tego ideału? Możemy, jeśli skierujemy się odpowiednio.  Człowiek jest istotą tragiczną, tu nie ma jasnych rozwiązań.

Magda: Ha. Ciężko się nie zgodzić, ale i ciężko pogodzić. Człowiek jednak lubi walczyć ze swoją naturą i naturą w ogóle.

Patrycja: Dokładnie, jak to powiedział Jung, ostateczna prawda ma naturę paradoksu. Przez nasze przerośnięte mózgi musimy sobie znajdywać zajęcie.

Magda: Dokładnie. Buddyści mówią, że wszystko ma element dyskomfortu. Chyba coś w tym jest. Nie ma niczego idealnego.

Patrycja: Buddyści mają coś urzekającego i głębokiego w swoich refleksjach, zawsze mnie zatrzymują i czasem totalnie nie rozumiem, czuję, że to nie mój poziom refleksji lub jakąś inna różnica ma znaczenie.

Magda: Możemy kiedyś o tym porozmawiać, mój  autystyczny special interest.

Patrycja: Piękny kierunek. To jest piękne w spektrum, nie umiem pojąć, że to objaw patologiczny. Choć jak się zaniedbuje inne sfery życia, to już zaczyna być.

Magda: To prawda. dziękuję bardzo za rozmowę i poświęcony nam czas ♥️

Patrycja: Pozdrowienia i do następnego wirtualnego razu.

Od czasów Wilhelma Wundta – ojca psychologii, bada się autyzm, który w tamtych czasach uważany był za zaburzenie rozwoju.

Od kiedy po raz pierwszy użyto określenia “autyzm” minęło już prawie 115 lat. To jak wyglądały pierwsze badania nad autyzmem w dzisiejszych czasach przyprawia o dreszcze. Stosowano restrykcje żywieniowe, elektrowstrząsy, a za wszystko winiono “zimne matki“.

Tesla autyzmu

Chociaż pierwsze wzmianki na temat autyzmu, zwanego wtedy “Schizoidalnym Zaburzeniem Osobowości” to niestety o matce autyzmu – Grinji Sukarevej nie słyszał prawie nikt. Jej badania opublikowane w 1926 w Związku Radzieckim zostały odnalezione lata później.

W między czasie Leo Kanner oraz Hans Asperger publikują swoje badania na temat wycofanych, acz wyjątkowo inteligentnych chłopców. Asperger określa ich neurotyp mianem “autystycznej psychopatii” i chociaż jego nazwiskiem określana będzie część autystycznej społeczności to nie nastąpi to aż do roku 1981.

Nie zaburzenie, a stan

W kolejnych latach dzięki stale prowadzonym badaniom nad autyzmem w kolejnych edycjach DSM edytowano to co nazywano chorobą, zaburzeniem, a stanem.

W końcu, gdy w 1998 roku, Judy Singer w swoich badaniach wprowadza pojęcie neuroróżnorodności badania zmieniają nieco kierunek. 11 lat po opracowaniu ABA przedstawiono dowody, na to, że nie można próbować naprawić innego neurotypu, czy jak to określa Simon Baron-Cohen – stanu (z ang. condition).

Egzekucja Aspergera

Ostatnie 20 lat w badaniach nad autyzmem to prawdziwa rewolucja.

Do głosu doszli samorzecznicy opowiadający o swoich doświadczeniach, zaczęto mówić o dyskryminacji osób autystycznych, a nowe produkcje telewizyjne przedstawiają różnorakie postaci (w bajkach, serialach i filmach), gdzie nie każda musi być savantem, jak “Rain Man”.

Ostatecznie sprawia to wszystko, że w najnowszej edycji DSM-V oraz ICD-11 takie zaburzenia, jak “Zespół Aspergera”, czy też “Zespół Retta”, “autyzm dziecięcy” i inne zostają usunięte, a klasyfikacja skupia się na dwóch głównych kryteriach diagnostycznych.

Dodatkowo najnowsze badania obalają używanie takich etykiet, jak wysoko, czy niskofunkcjonujący ze względu na brak jednoznacznego określenia poziomu funkcjonowania. W tym momencie uznaje się tylko poziom wsparcia, jakiego potrzebuje osoba autystyczna i nie jest on w żaden sposób powiązany z inteligencją.

Źródła

  1. Manouilenko, I., & Bejerot, S. (2015). Sukhareva-Prior to Asperger and Kanner. In Nordic Journal of Psychiatry (Vol. 69, pp. 1761–1764). https://doi.org/10.3109/08039488.2015.1005022
  2. Alvares, G. A., Bebbington, K., Cleary, D., Evans, K., Glasson, E. J., Maybery, M. T., Pillar, S., Uljarević, M., Varcin, K., Wray, J., & Whitehouse, A. J. (2020). The misnomer of ‘high functioning autism’: Intelligence is an imprecise predictor of functional abilities at diagnosis. Autism : the international journal of research and practice24(1), 221–232. https://doi.org/10.1177/1362361319852831
  3. Griffiths, S., Allison, C., Kenny, R., Holt, R., Smith, P. & Baron-Cohen, S. (2019) The Vulnerability Experiences Quotient (VEQ):  A study of vulnerability, mental health and life satisfaction in autistic adults. Autism Research.
  4. Silberman S. NeuroTribes: The Legacy of Autism and the Future of Neurodiversity. New York: Avery; 2015.
  5. https://www.verywellhealth.com/autism-timeline-2633213dostęp 13.12.2022, 16:58

W dniu 30.11.2022 zakończyłyśmy zbieranie odpowiedzi na naszą 40 pytaniową ankietę.

Dzięki współpracy z Fundacjami, Stowarzyszeniami, firmami i prywatnymi osobami udało nam się osiągnąć niesamowite zasięgi oraz rozgłos.

W tym miejscu chcę podziękować: Fundacji Asper IT, Fundacji Prodeste, Fundacji Savant, Fundacji Autyzm Startup, Neuroatypowej, Autyzm po Ludzku, Eli Bonda, Aspiracjom i wielu indywidualnym osobom, które mnie wsparły to badanie do tego momentu.

Jestem wyjątkowo dumna ze współpracy z Forum Odpowiedzialnego Biznesu oraz faktu, że nasze badanie jest pod patronatem Karty Różnorodności.

Cel badania

W ramach przypomnienia, podkreślam, że celem badania jest zrozumienie obecnej sytacji zatrudnienia osób nauroróżnorodnych.

Dostałyśmy wiele uwag, że badanie nie bierze pod uwagę osób samozatrudnionych, artystów, czy osoby pracujące u kilku pracodawców jednocześnie. Niestety, żadne badanie nie obejmie wszystkich możliwych wariantów. My skupiamy się na osobach zatrudnionych (żeby zrozumieć, co sprawia problem w pracy) oraz osobach szukających pracy (żeby zrozumieć, co sprawia problem w znalezieniu pracy). Dane, jakie uzyskamy po analizie będą mogły być wykorzystane do szkoleń pracodawców, zwiększania świadomości na rynku pracy oraz poprawy działalności zespołów rekrutacyjnych.

Zespół badawczy

Analizą ilościową zajmuje się Sova, która zajmuje się tego typu badaniami zawodowo, jako analityk programista.

Analizą jakościową zajmuje się Marta, która zajmuje się analizą danych oraz badaniami UX.

Następne kroki

W następnej kolejności zebrane odpowiedzi przesłałyśmy do Salesforce Analytics Studio, gdzie za pomocą SAQL obliczamy wskaźniki potrzebne do dalszej analizy ilościowej.

Równolegle przeprowadzamy analizę jakościową przeprowadzoną na podstawie otwartego pytania oraz kontaktu osobistego z osobami, które wyraziły na to chęć kontaktując się z nami.

Obecnym celem jest przeanalizować dane pod kątem utworzenia tzw. “Badanej Persony”. Tym sposobem badanie przeprowadzamy od ogółu do szczegółu.

Aktualizacja o następnych krokach będzie opublikowana na początku roku 2023 na stronie głównej badania.

Od początku istnienia Autystowa pisze do nas wielu rodziców. Nie jest to nic dziwnego, gdyż dużej mierze głosem autystów są ich opiekunowie. Między innymi dlatego, że wielu autystów nie jest w stanie żyć samodzielnie z powodu ograniczeń jakie powodują ich zaburzenia lub nieprzyjazny osobom neurotypowym świat. Większość pytań, jakie otrzymujemy od rodziców można podsumować jako pytania z gatunku „co robić, żeby było dobrze”. Czyli, co robić, żeby moje dziecko zaczęło mówić, lepiej funkcjonować, zintegrować się w szkole.

To wszystko w oczach rodziców często sprowadza się do pytania jaką terapie wybrać. Temat zasadności terapii jako takiej jest dość szeroki, dlatego w poniższym artykule skupiam się jedynie na terapiach związanych z fundamentalnymi cechami diagnostycznymi. Przypadłości współtowarzyszące autyzmowi takie jak niepełnosprawność intelektualna, zaburzenia czucia głębokiego, strachu, problemy z funkcjami wykonawczymi wymagają indywidualnego podejścia, które weźmie pod uwagę wszystkie te elementy. Autystowo będzie stopniowo eksplorować te tematy i o pomocy w tych płaszczyznach będziemy mówić przy tej okazji.

Po co terapia w autyzmie?

Należy na wstępie zaznaczyć, że biorąc pod uwagę dwa podstawowe kryteria diagnostyczne autyzm sam z siebie nie wymaga głębokiej terapii. Zainteresowania i pasje autystyczne nie potrzebują oczywiście żadnego wypleniania. Nieco inaczej sprawa ma się w przypadku zdolności do nawiązywania i utrzymywania więzi społecznych, umiejętności towarzyskich, interpersonalnych i tym podobnych. Tu często potrzebna jest pomoc, bo mimo deficytów w tej dziedzinie, autyści często mają potrzebę np. posiadania przyjaciół czy partnera. Umiejętności społeczne są też niezbędne w samodzielnym życiu, czyli zatrudnieniu czy załatwianiu spraw. Reasumując, terapia w zakresie funkcji społecznych jest czymś co może pomóc autystom prowadzić takie życie, jakie sami chcą.

Szkodliwa terapia

Najczęściej polecaną terapią dla dzieci autystycznych to niestety tzw. Terapia ABA – Applied Behaviour Analysis, czyli po polsku Stosowana Analiza Zachowania. ABA polega na korygowaniu zachowań „niepożądanych” i wpajaniu zachowani „pożądanych” za pomocą systemu kar i nagród. W skrócie, jest po prostu tresurą, mniej więcej taka, jaką możecie zaobserwować w szkoleniach dla psów. Porównanie to nie jest ani przesadzone, ani przypadkowe. Jasne jest również podobieństwo, jak i historyczne powiązanie między stosowaniem ABA w autyzmie oraz „terapiami” konwersyjnymi osób LGBTQ (Sandoval-Norton et al 2021). ABA jest wiec sprzeczna z ideą inkluzywności i poszanowania dla naturalnej odrębności i inności osób neuroatypowych.

Ponadto ABA jest terapia przemocową i nieetyczną. Badania naukowe pokazują (Sandoval-Norton et al 2021), że ten rodzaj terapii nie niesie ze sobą korzyści dla pacjentów. Często wręcz powoduje traumę i zespól stresu pourazowego zazwyczaj kompleksowego z uwagi na ciągłość traumy (czyli C-PTSD) (Kupferstein 2018). Dzieje się tak ponieważ ABA ignoruje zarówno rozwój emocjonalno-kognitywny dziecka (neurotypowego i neuroatypowego), jak również budowę autystycznego mózgu, przetwarzanie bodźców, emocje i procesy myślowe, które stoją za konkretnymi zachowaniami. Etyczne zachowanie terapeutów i specjalistów medycznych musi opierać się na maksymalizowaniu korzyści przy jednoczesnym minimalizowaniu i niwelowaniu szkód. ABA nie spełnia tego podstawowego i niezbędnego kryterium. Terapeuci stosujący ABA często nie są uczeni w kierunku rozpoznawania szkód, jakie wywołuje terapia oraz brak im wiedzy na temat funkcjonowania autystów i autystycznego mózgu. 

Konsekwencje

Mimo tego, że w świetle tego, co zostało napisane powyżej, ABA powinna być odrzucana, ma ona ciągle wielu zwolenników. Nierzadko rodzice dzieci autystycznych bardzo upierają się przy pozytywach ABA, bo „ich dziecku pomogła”. Według rodziców dzięki niej, dziecko zaczęło mówić czy patrzeć na twarz. Tu wraca oczywiście kwestia korzyści i szkód, czyli tego, że nabycie tych umiejętności na drodze tej konkretnej terapii nieuchronnie wiąże się też z traumą, która może, ale nie musi, się objawiać w tym samym czasie. Często trauma objawia się po latach od danego wydarzenia. Jej objawy mogą być ukryte za takimi symptomami, jak bezsenność, koszmary, nasilony lęk przed porzuceniem, wstyd i wiele innych (Walker, P., 2013). Toteż rodzice ci błędnie interpretują skutki ABA jako jedynie pozytywne.

Problem też ma wiele wspólnego ze stosowaniem systemu kar i nagród jako sposobu na wychowanie i dyscyplinowanie dzieci. Ponieważ Polska kultura traktuje dzieci bardzo podmiotowo (popatrzmy na powiedzenie „Dzieci i ryby głosu nie mają”) można by rzec, że poprzeczka, jeśli chodzi o standardy wychowawcze, jest bardzo niska. Rozpowszechnione jest przekonanie, że bicie dziecka jest zupełnie akceptowalna forma dyscyplinowania, a jeśli nie bicie to „niewinny klaps”. Tymczasem system neurologiczny dziecka nie odróżnia klapsa „z miłości do dyscypliny” od przemocy. Każdy klaps, szarpniecie itd. jest rejestrowany przez mózg dziecka jak pobicie. Niestety, na tym gruncie wyrosło przekonanie, że wersja „light” tego systemu, czyli kary nie cielesne oraz nagrody, jest właściwym sposobem wychowawczym, bo nie wiąże się z przemocą. Niestety, badania nad psychologia i rozwojem dzieci pokazują, że karanie i nagradzanie dzieci jako metoda wychowawcza po prostu nie działa.

Podejście to opiera się na pokazaniu dziecku negatywnych skutków konkretnych niepożądanych działań. Tymczasem, rodzic nie jest w stanie kontrolować wszystkich sytuacji w życiu dziecka, które szybko odkrywa, że wiele z tych niewłaściwych uczynków ma akurat superpozytywne skutki. Najlepszym przykładem na to jest kłamstwo, które często bardzo pomaga w życiu. Dzieci szybko same to odkrywają, bo są mądre. To prowadzi do zburzenia zaufania między dzieckiem, a rodzicem. Często czytam, że konkretny terapeuta stosuje „tylko elementy ABA” czy „nową ABA”, co ma rzekomo sprawić, że zachowujemy te „pozytywne skutki” ABA bez negatywnych w postaci traumy. Nie znajduje to jednak pokrycia z rzeczywistością. Jeśli weźmiemy pod uwagę, jak wyżej zostało wytłuszczone, że nawet neurotypowe dzieci nie czerpią korzyści z podejścia opartego na systemie kar i nagród.

Czy jest alternatywa?

Pozostaje więc pytanie jak pomagać dziecku w problemach z relacjami społecznymi. U nieco starszych dzieci (i dorosłych autystów) często sprawdza się terapia CBT – Cognitive Behavioral Therapy, czyli terapia poznawczo behawioralna (Rotterdam-Fuller& MacMullen 2011). Dobrze przygotowany do pracy z autystykami terapeuta potrafi pomóc dziecku zrozumieć osoby neurotypowe i odnaleźć się w towarzystwie bez maskowania czy naruszania własnych granic. Jednak, tak naprawdę umiejętności społeczne zaczynają się na etapie wczesnodziecięcym od prawidłowego rozpoznawania i nazywania emocji. Jest to umiejętność, którą należy aktywnie pielęgnować u wszystkich dzieci, neurotypowych też.

Dzieci autystyczne mogą mieć z tym większy problem z powodu aleksytmii, zaburzonej interocepcji czy empatii. Trudna może być interpretacja emocji z wyrazu twarzy, dlatego należy sięgać do całej gamy zmysłów, np. zmiany w tonie głosu towarzyszącej różnym emocjom (Sauter et al 2013). Pomocne może być też zrobienie tablicy emocji, gdzie do każdej podstawowej emocji dołączone są łatwe do zidentyfikowania rzeczy np. zdjęcie ulubionego misia jako przykład na „szczęśliwy”. 

Podstawy rozwoju emocjonalnego dziecka

Pamiętajmy, że niezbędnymi elementami zdrowego rozwoju emocjonalno-społecznego dziecka jest zdrowa, bliska i nieprzerwana więź z matka (Kujawa et al 2014) oraz poszanowanie emocji. Pamiętajmy, że dziecko zaczyna rozwijać empatię społeczną (a często i potrzeby) dopiero około czwartego roku życia. Wcześniej może, ale nie musi, wykazywać potrzeb obcowania z rówieśnikami. Do tego wieku najważniejsze w jego życiu są osoby dorosłe z którymi jest związane. Z punktu widzenia ewolucyjnego, więź z matka jest kluczowa i trwa długo m.in. dlatego, że naturalny okres karmienia piersią trwa aż do wypadnięcia zębów mlecznych, czyli do około siódmego roku życia (La Leche League).

Drugi niezbędny element, czyli szanowanie emocji wiąże się z pełną akceptacją gamy emocji, jakie prezentuje nasze dziecko. Nie powinno się krytykować płaczu, czy nakazywać uspokojenia się. Gniew czy frustracja są ważną i normalną emocja. Pomagajmy dziecku nazywać te emocje i przejść przez nie bez tłumienia np. poprzez mówienie dziecku „nie złość się”, „nie płacz”.

W serii pytań od rodziców padło co zrobić, jeśli dziecko boi się panicznie tulipanów, jak pomoc mu przezwyciężyć ten strach? To jest właśnie dobry przykład na to jak ważne jest poszanowanie uczuć dziecka. Pozornie irracjonalny strach też jest ważny. W takim wypadku można tłumaczyć dziecku, że tulipan to tylko taki kwiatek, ale póki dziecko samo z tego strachu nie wyrośnie (co ma miejsce praktycznie zawsze), nie można tego strachu wyśmiewać, piętnować, czy na siłę przezwyciężać.

Emocje autystów

Zaznaczyć należy, że u dzieci autystycznych reakcją na silne emocje mogą być stimy, których absolutnie nie należy piętnować czy starać się wyplewić. Stimy są sposobem na wyrażenie i autoregulację emocji, czyli właśnie poprawnym sposobem na regulacje emocjonalna. Jeśli natomiast silnym emocjom, towarzyszy agresja w tym autoagresja, czy w przypadku dzieci autystycznych stimy zagrażające zdrowiu, należy to oczywiście korygować na przykład poprzez proponowanie alternatyw jak uderzenie poduszki, odpowiednie zabawki itd. 

Podsumowując te dwie podstawy zdrowego i prawidłowego rozwoju emocjonalnego możemy powiedzieć, że żadna dobra terapia nie będzie działała wbrew nim. Toteż mogą posłużyć jako dobry miernik. Bedzie to dobry pierwszy krok do wybierania terapii, ponieważ wiadomo, że większość dzieci autystycznych będzie mieć szereg współwystępujących trudności np. zaburzenia sensoryki czy mowy. Każde z tych zaburzeń wymaga odpowiedniej terapii, jednak żadna terapia nie może stać w sprzeczności z człowieczeństwem dziecka

Konkluzje

Żyjemy niestety w czasach i kulturze, gdzie oczekiwania społeczne pod względem dzieci są niesamowicie wyśrubowane. Wiele pytań i dylematów jakie mają rodzice dzieci autystycznych wynika z powszechnej nieznajomości i braku poszanowania etapów rozwojowych dziecka. Ogólnie mówiąc, podejścia, że „dziecko musi X w tym wieku”, gdzie „ten wiek” zazwyczaj jest dalece zaniżony w stosunku do realiów popartych wiedzą naukową na temat ewolucji homo sapiens i rozwoju dziecka.  To powoduje jeszcze większą presję i panikę wśród rodziców dzieci autystycznych, które mogą mieć problemy. Punktem wyjściowym zawsze powinno jednak być dobro i potrzeby dziecka, a nie potrzeby i komfort otoczenia. Jako rodzic rozumiem strach przed tym, czy dziecko będzie w przyszłości samodzielne i szczęśliwe, ale jedno można powiedzieć z całkowitą pewnością. Dziecko, które nie było szanowane jako odrębna jednostka nie będzie (bez lat terapii w późniejszym życiu) szczęśliwym i samodzielnym dorosłym. 

Źródła:

Haruvi-Lamdan, N. et al. (2020) ‘Autism Spectrum Disorder and Post-Traumatic Stress Disorder: An unexplored co-occurrence of conditions’, Autism, 24(4), pp. 884–898. doi: 10.1177/1362361320912143.

Grant, A (2018) ABA Therapy and PTSD https://therapistndc.org/aba-therapy-and-ptsd/

Kujawa, A., Dougherty, L., Durbin, C. E., Laptook, R., Torpey, D., & Klein, D. N. (2014). Emotion recognition in preschool children: associations with maternal depression and early parenting. Development and psychopathology, 26(1), 159–170. https://doi.org/10.1017/S0954579413000928

Kupferstein, Henny. (2018). Evidence of increased PTSD symptoms in autistics exposed to applied behavior analysis. Advances in Autism. 4. 00-00. 10.1108/AIA-08-2017-0016. 

La Leche League on breastfeeding: https://www.laleche.org.uk/breastfeeding-beyond-infancy/

Lester, J. N., O’Reilly, M (2021). The Social, Cultural, and Political Discourses of Autism; Springer Nature https://doi-org.ezproxy.is.ed.ac.uk/10.1007/978-94-024-2134-7

Rotheram-Fuller, E. and MacMullen, L. (2011), Cognitive-behavioral therapy for children with autism spectrum disorders. Psychol. Schs., 48: 263-271. https://doi-org.ezproxy.is.ed.ac.uk/10.1002/pits.20552

Sandoval-Norton, A.H., Shkedy, G. & Shkedy, D. Long-term ABA Therapy Is Abusive: A Response to Gorycki, Ruppel, and Zane. Adv Neurodev Disord 5, 126–134 (2021). https://doi.org/10.1007/s41252-021-00201-1

Sauter, D.A., Panattoni, C. and Happé, F. (2013), Children’s recognition of emotions from vocal cues. British Journal of Developmental Psychology, 31: 97-113. https://doi.org/10.1111/j.2044-835X.2012.02081.x

O dyscyplinie oraz używaniu systemu kar i nagród:

» A Playful Approach to Discipline – Part I (neufeldinstitute.org)

Truths About Consequences – Janet Lansbury

Common Toddler Discipline Mistakes – Janet Lansbury

Are Time-Outs An Effective Form Of Punishment? – Gordon Neufeld, PhD – YouTube

9 Critical Reasons Why Punishment Doesn’t Work for Your Child (parentingforbrain.com)

The Truth About Consequences with Dr. Gordon Neufeld | Attachment Parenting International

Making sense of kids – Dr Gordon NeufeldGordon Neufeld: why adults need to matter more than peers

Na skutek wielokrotnie powtarzanego błędnego przekonania, że jest coś takiego, jak autyzm nisko- i wysokofunkcjonujący, czy też “autyzm głęboki” [dr A. Waligórska 20.06.2022], postanowiłam przybliżyć Wam historię powstania tego określenia, dlaczego autyści uważają je za ableistyczne, a także zwroty lepiej określające nasze funkcjonowanie.

Geneza błędnych określeń

Określenia nisko i wysokofunkcjonujący pojawiły się po raz pierwszy w nauce w badaniach z lat 80-tych. Wtedy naukowcy próbowali znaleźć rozróżnienie funkcjonowania autystów, więc zastosowali podział na osoby autystyczne oraz osoby autystyczne z IQ równym lub niższym niż 70. Pominąwszy fakt, że testy na inteligencję nie są mierzalną metodą badawczą ze względu na to, że ogromna część osób w spektrum ma trudności z rozwiązywaniem testów to naukowcy po niedługim czasie zrozumieli, że IQ wcale nie jest wyznacznikiem funkcjonowania w społeczeństwie.

Piętnowanie. Źródło: Pixabay

Niestety, gdy badacze zajmujący się autyzmem zorientowali się, że nie jest to właściwe określenie już było za późno. Termin wszedł do języka potocznego psychologów, terapeutów, psychiatrów, rodziców, opiekunów, a nawet samych autystów (zinternalizowany ableizm istnieje). Ci ostatni jednak najbardziej na tym ucierpieli żyjąc z łatką “wysokofunkcjonujący”, gdy ledwo wiązali koniec z końcem lub żyjąc z łatką “niskofunkcjonujący”, gdy stać ich było na znacznie więcej niż im wmawiano.

Wysoko- to znaczy jak?

Pozwólcie, że przedstawię Wam przykład życia dwóch autystów: Alę i Bartka. Jedno z nich ma miano wysokofunkcjonującego, a drugie nisko-.

Bartek jest malarzem, który mieszka z rodzicami. Martwią się oni, że zrobi sobie krzywdę podczas stimmowania, gdyż często w złości uderza się w głowę. Ze względu na to, że z nimi mieszka nie musi się martwić transportem publicznym, ponieważ rodzice go wszędzie wożą. Bartek ma również małe grono przyjaciół, z którymi się regularnie widuje, czasem w restauracji, czasem w kinie… Mimo tego, że ma ograniczoną możliwość werbalnej komunikacji, Bartek pracuje w sklepie zoologicznym, gdzie pracuje w magazynie oraz opiekuje się zwierzętami. Skończył liceum, ale nie czuł potrzeby kontynuowania edukacji.

Ala jest programistką, która często doświadcza meltdownów na tle przeciążenia stresem. Nie zdała egzaminu na prawo jazdy, więc musi jeździć do biura komunikacją miejską. Ze względu na trudności w rozumieniu zachowań społecznych nie ma przyjaciół ani partnera/ki. Obecnie jest znowu bezrobotna przez ciągłe problemy ze współpracownikami i problemy z przejściem kolejnych etapów rekrutacji. Ala potrafi komunikować się werbalnie, skończyła Politechnikę i świetnie się maskuje.

Wypalenie. Źródło: Pixabay

Jak myślicie, kto tutaj jest wysokofunkcjonujący? Wiecznie bezrobotna programistka, która nie uzyskała nigdy pomocy dzięki temu, jak świetnie się maskuje, czy magazynier mający wsparcie przyjaciół i rodziny? Jednym z wielu powodów, dla których określenie wysokofunkcjonujący jest szkodliwe dla autystów to właśnie brak pomocy dla osób, które się dobrze maskują. Ala również potrzebowała wsparcia, które Bartek otrzymał. Ona jednak zamiast wsparcia dostała łatkę “wysokofunkcjonująca”, wypalenie autystyczne, zespół stresu pourazowego oraz stany lękowo depresyjne.

To ableistyczne określenia!

Stosowanie etykiet tworzy sztuczne podziały zakładając, że osoby “niskofunkcjonujące” są gorsze czy defektywne. Odcinają indywidualizm osoby, jej bolączki, umiejętności, marzenia, sukcesy – ich człowieczeństwo. Zbyt często czytam wypowiedzi rodziców, którzy sami określają swoje dzieci pejoratywnie, jakby były gorsze niż ich rówieśnicy. Nie jesteśmy maszyną, którą trzeba naprawić, bo nie mamy jednego określonego schematu działania.

Z drugiej strony osoby określane mianem “wysokofunkcjonujących” (lub, jak wolę ich określać “wysokomaskujących”) płacą za tę fasadę wyjątkowo wysoką cenę. Lata udawania osoby neurotypowej, nienawiść do swojej osoby, że nie umiemy być, jak inni, że nie umiemy spełniać oczekiwań, jakie ludzie mają wobec nas zostawia nas straumatyzowanych na resztę życia.

Maskowanie. Źródło: Pixabay

Jak nie x-funkcjonujący to jaki?

Często spotykam się z pytaniem, że “skoro autyści nie lubią tego określenia, to jak mamy rozróżniać funkcjonowanie?”. Nie dzielimy ludzi na stopień funkcjonowania, bo dla każdego dobre funkcjonowanie znaczy coś zupełnie innego. Jest to też powód, dla którego WHO zmieniła klasyfikację ICD-10 na ICD-11, gdzie już nie dzielimy autyzmu na “Zespół Aspergera”, autyzm dziecięcy czy inne. ICD-11 ma być bardziej zbliżone do DSM-V, które określa stopień wsparcia, jakiego potrzebuje osoba w spektrum.

Naukowcy obecnie uważają, że najlepiej jest określać zgodnie z nową nomenklaturą, czyli na przykład: “autystyczny nastolatek, bez zaburzeń inteligencji, werbalny, z silną fobią społeczną i ADHD”. Zdajemy sobie sprawę, że jest to znacznie więcej słów, ale jest to najbardziej prawdziwe określenie, które nie ujmuje problemów, z którym się autysta boryka, ale też nie tworzy podziałów na lepszych i gorszych.

Do czego doprowadziło dzielenie ludzi

Ten artykuł to nie tylko historia badań nad autyzmem, ani moja fanaberia, to też historie dziesiątek ludzi. Zebrałam osobiste historie około 100 autystów, kiedy przez podział doznali dotkliwego ableizmu ze strony osób neurotypowych:

Nie jesteś autystyczna, bo autyzm zakłada brak empatii, a Ty masz jej za dużo!

Natalia

W życiu bym nie powiedziała, że masz autyzm, nie wyglądasz!

Justyna

Nie widać, że jesteś autystyczna, bo skończyłaś szkołę i pracujesz, a prawdziwi autyści nie kontaktują…

Alexis

Ja od psychiatry usłyszałam ze, nie mogę być autystyczna, bo normalnie rozmawiam i się na nią patrzę… potem obczaiłam i [psychiatra, przyp.red.] współpracuje z fundacja JiM.

Aurora

Moi rodzice nie wierzyli dwóm psychiatrom i psychologowi szkolnemu, że mogę być autystyczny, bo przecież „nie widać” po mnie (spoiler: widać i ma to wpływ na moje życie). Kuzyn ma zdiagnozowany [autyzm, przyp. red.] i jest przy tym niepełnosprawny umysłowo, wiec, skoro ja jestem inteligentny i zazwyczaj umiem się bez problemu wypowiedzieć, to nie mogę też być autystyczny.

Gabriel

To tylko garstka historii pokazująca, jak podziały, etykiety i stereotypy niszczą życie autystów, ale mam nadzieję, że nakreśli Wam ogół sytuacji.

Odmienność. Źródło: Pixabay

Podsumowanie

Dr Alvares z University of Western Australia po przeprowadzeniu badań na grupie 2225 dzieci w wieku 1-18 lat uznała, że “określanie zdolności do funkcjonowania tylko na podstawie ilorazu inteligencji tworzy fałszywe oczekiwania wobec danej osoby, a także stawia ją w niekorzystnej sytuacji. Określenie to umniejsza problemom, jakim muszą autyści stawić czoła i zostawiani są bez jakiegokolwiek wsparcia. Dalsze używanie tej etykiety napędza maszynę, która odmawia pomocy i wsparcia osobom w normie intelektualnej”.

Ciężko się nie zgodzić z powyższym, dlatego mam nadzieję, że po przeczytaniu tego artykułu, zapoznaniu się ze źródłami oraz historiami autystów pomożecie zakończyć ten toksyczny schemat dzielenia ludzi na lepszych i gorszych.

Źródła:

Alvares G.A. et al. Autism Epub ahead of print (2019) PubMed

Ameli R. et al. J. Autism Dev. Disord. 18, 601-615 (1988) PubMed

DeLong, G.R. and J.T. Dwyer J. Autism Dev. Disord. 18, 593–600 (1988) PubMed

Wraz z Miesiącem Dumy LGBT+ chciałam Wam trochę bardziej przybliżyć temat osób autystycznych, które również są osobami LGBT+.

Tęczowe serce. Źródło: Pixabay

LGBT+

Na początek warto poznać kilka istotnych, liczbowych faktów na temat omawianego dziś zagadnienia. Na podstawie badań amerykańskich uczonych wiemy już, że około 3.5% dorosłych identyfikuje się, jako osoby LGB (lesbijki, geje, osoby biseksualne). Pozostałe 0.3% identyfikuje się, jako osoby transpłciowe. Co jest jednak najbardziej zaskakujące, nawet około 11% osób przyznaje się do pociągu do osób tej samej płci[1].

Warto jednak zaznaczyć, że seks i płeć to dwie zupełnie różne rzeczy. Seks odnosi się do wyglądu fizycznego, genitaliów itp., natomiast płeć jest konceptem socjologicznym (np. role społeczne). Dlatego osoby LGBT często stosują określenie AFAB/AMAB (Assigned Female/Male at Birth – przypisano przy narodzinach płeć żeńską/męską) aby przedstawić swój wygląd fizyczny, który może nie oddawać ich faktycznej płci, z którą się utożsamiają.

Dodatkowo, orientacja seksualna jest niezależna od uczuć romantycznych względem drugiej osoby. Ktoś może być na przykład demiseksualny, homoromantyczny, co oznacza, że odczuwa pociąg tylko do osób, z którymi nawiązana została silna więź emocjonalna, a zakochać może się tylko w osobie tej samej płci.

Rdzenny amerykanin. Źródło: Pixabay

Rdzenne kultury na całym świecie były i są znacznie bardziej wszechstronne niż ich kolonialne odpowiedniki. Wiele z tych kultur uznaje ekspresję płci. W Ameryce Północnej rdzenni Amerykanie posiadają tzw. trzecią płeć, którą nazywają “Dwie Dusze” (osoby, które posiadają męską oraz żeńską duszę). Dodatkowo niektóre plemiona w Nowej Gwinei mają elastyczne role społeczne. Źródła podają, że w historii pojawiały się kobiety, będące przywódczyniami plemion. Najsłynniejsza “Woman Chief” posiadała 4 żony i odegrała bardzo ważną rolę w negocjacjach pokojowych z przybyszami ze starego świata. Wróćmy jednak do głównego tematu. Jak to wszystko się odnosi do osób autystycznych?

Role społeczne i autyzm

Na podstawie naszych poprzednich artykułów wiecie już, że głównym kryterium diagnostycznym autyzmu jest problem/nieumiejętność zrozumienia i dostosowania się do norm społecznych. Role społeczne bywają irracjonalne i nielogiczne dla osób autystycznych i tym bardziej utrudniają autystom dopasowanie się do normatywnej większości społeczeństwa. Jako, że role społeczne są konstruktem społecznym, autystycznym osobom trudno jest słyszeć “jesteś dziewczynką, więc zachowuj się jak dziewczynka!” gdy to nic nie znaczy dla tej konkretnej dziewczynki (lub chłopca). Płeć znajduje się w naszych głowach i nie jest binarna. Nie zapominajmy, że nawet płeć seksualna nie jest binarna, a ludzie interpłciowi istnieją. Zrozumienie, że seksualność i tożsamość płciowa, podobnie, jak autyzm, jest spektrum sprawi, że zwiększy się tolerancja w społeczeństwie.

Udawanie. Źródło: Pixabay

Na tym etapie warto również podkreślić, że bycie osobą przeciwną osobom LGBT+ jest niekompatybilne z byciem osobą pro-autystyczną. Badania pokazują, że autystyczne kobiety statystycznie sześć razy częściej deklarują pociąg do innych kobiet, w przeciwieństwie do kobiet z grupy kontrolnej. Tak samo statystycznie autystyczni mężczyźni deklarują pociąg do tej samej płci prawie dwa razy częściej niż mężczyźni z neurotypowej grupy kontrolnej[2]. To niestety może być dodatkowym stresorem w życiu autystów. Nie tylko bywają oni wykluczeni przez swoją neuroatypowość, ale również przez swoją orientację seksualną czy tożsamość płciową.

Jak bycie autystyczną osobą LGBT+ wpłynęło na moje życie?

Jako osoba autystyczna mam problem z internalizacją i zrozumieniem tego, co ludzie czują. Dlatego też często dzielę się moim doświadczeniem (notka: jeśli autysta odpowiada na Twoje historie “ooo! To tak jak wtedy, gdy przydarzyło mi się coś tam” to wcale nie znaczy, że jest narcyzem, który pragnie uwagi. My w ten sposób staramy się zrozumieć, przez co przechodzisz porównując do swoich doświadczeń), które jest całkowicie inne niż doświadczenie jakiejkolwiek innej osoby LGBT+.

Jako dziecko miałam ogromny problem ze zrozumieniem zaimków. W języku polskim deklinacja i wskazanie na płeć w każdym czasowniku jest bardzo niewygodna, zwłaszcza dla osób niebinarnych. Moja matka była wściekła, gdy jej pięciolatka mówiła “poszedłem, zrobiłem, spałem”. Ja natomiast nie rozumiałam tej złości. Gdy otrzymałam w prezencie wojskowy hełm z męską wersją mojego imienia to uznałam to za wspaniały prezent. Ktoś pomyślał o moim bezpieczeństwie. Moi rodzice widzieli tylko zaburzenie formy osobowej i zabraniali mi nosić prezent, który sprawił mi wielką radość.

Tęczowa kobieta. Źródło: Pixabay

Jako nastolatka natomiast praktycznie “mieszkałam” w gabinecie dyrektora. Czy to było spowodowane moją neuroatypowością, czy seksualnością? Ciężko powiedzieć ponieważ oba te spektra są nieodłączną częścią mnie. Czasem było to spowodowane tym, że założyłam garnitur na dzień formalny, nie rozumiejąc czemu tylko “chłopcy” mogą nosić garnitury. Innym razem było to spowodowane tym, że kiedy w szkole prosili aby zakładać skórzane buty, ja przyszłam w wojskowych desantach. Gdy nauczycielka kazała mi zdjąć mój jedyny pierścionek zapytałam czemu, skoro ona jest obładowana biżuterią? Gdy mentorka spóźniła się na jedno spotkanie ze mną, sprawiłam jej zegarek w prezencie, żeby się już nie spóźniała. Następnego dnia już nie była moją mentorką. W dzisiejszych czasach młodzież może już tańczyć studniówkowego Poloneza w parze jednopłciowej, ale za moich czasów groziło to zawieszeniem za nie dostosowanie się do norm.

Niestety tego typu historii mam tyle, że spokojnie mogłabym o nich napisać książkę, a nie wpis na stronę. Obiecuję więcej opowiedzieć o tym w odcinku poświęconym sprzężeniu ASD i LGBT+.

Podsumowanie

Teraz, jako dorosła autystka widzę, że większość moich szkolnych problemów wynikało z mieszanki bycia autystyczną osobą LGBT+. Z resztą nie ma w tym niczego dziwnego skoro ponad 50% autystycznych kobiet jest nieheteronormatywna[3]. Z drugiej strony, normy i oczekiwania społeczne są dla mnie irracjonalne.

Chcę zakończyć ten artykuł słowem wspracia dla osób LGBT+ w spektrum autyzmu. Wiem, jak ciężko bywa należeć do więcej niż jednej mniejszości. Nie tylko mamy trudność w nawiązywaniu relacji społecznych, ale dodatkowo nasze zainteresowania romantyczne sprawiają, że częściej spotykamy się odrzuceniem, mobbingiem, bullyingiem, wydziedziczeniem, utratą znajomych… Nie jesteście sami!

Natomiast nasi neurotypowi przyjaciele, członkowie naszych rodzin, proszę miejcie więcej wyrozumiałości. Nasza tożsamość płciowa, jest od nas tak samo zależna, jak neuroatypowość. Rodzice – Wasze dzieci były autystyczne przed diagnozą, tak samo jak były LGBT+ przed “wyjściem z szafy”. Niech to nie zmieni Waszej miłości.

Źródła:


[3] Sarah Hendickx, „Women and girls with Autism Spectrum Disorder: Understanding Life Experiences from Early Childhood to Old Age”, May 2015


[2] Hillier, Ashleigh et al. “LGBTQ + and autism spectrum disorder: Experiences and challenges.” International journal of transgender health vol. 21,1 98-110. 22 Apr. 2019, doi:10.1080/15532739.2019.1594484


[1] Gary J. Gates, Williams Distinguished Scholar, “How many people are lesbian, gay, bisexual, and transgender?”, Williams Law School, April 2011